Obowiązki dobrej żony

ponad rok temu

Maraton trwa

Zostało odcinki do końca.
47min

Obowiązki żony są przestarzałe. Małżeństwo też jest przestarzałe. I w ogóle chrześcijaństwo jest przestarzałe. To może Biblia też jest przestarzała? Co powinny dzisiaj robić żony? Czy w ogóle żony mają jeszcze sens?

Dyskusja

Markos
ponad rok temu

Martin ty to zawsze coś dowalisz ;p a to cały odcinek powtarzasz słowo "gówno" zamiast np nawóz albo nakręcisz pod światło ale grunt że mądrze prawisz! Odpowiedz mi na parę pytań.

1. Małżeństwo jest po to aby miało monopol na seks? Przecież mówiłeś że można uprawiać seks przedmałżeński więc chyba nie do końca rozumiem.

2. Nie będą się żenić. Ciekawi mnie czy Jezus wypowiadając te słowa ubolewał czy oznajmiał.

3.Mówisz że należy się dostosowywać do dzisiejszych czasów czyli wykorzystywać dzisiejsze możliwość np. zostać sławnym aktorem, muzykiem, modelką (wg. świadków Jechowy te sfery są przesiąknięte satanizmem, próżnością) ale czy to nie jest w konflikcie do słów o tym że kto miłuje świat ten nie miłuje ojca i nie wejdzie do Królestwa Bożego bo tu jest bardo cienka granica.

Dziękuję.

Don Camilo
ponad rok temu

A może kryzys małżeństwa nie wynika z niefunkcjonalności współmałżonka wypartego przez technologie, tylko z coraz większej koncentracji na sobie - kulcie indywidualizmu?
Na Zachodzie małżeństwo coraz częściej jest biznesem. Można socjal wydębić od państwa; jak współmałżonek jest od nas bogatszy (wniósł 2 domy a my - 0) to można przyprawić mu rogi, a po rozwodzie zgarnąć połowę puli (m.in. w UK podział majątku nie zależy od winy rozkładu pożycia - rogacz nic przed sądem nie zyskuje).

Jest jeszcze kwestia, którą pominąłeś - dzieci. To, oprócz seksu, też raczej powinno być realizowane przy udziale żony. Biblia niczego tu nie nakazuje, ale podaje przykłady Jakuba i Abrahama, którzy robiąc se dzieci z nie-żonami pakowali się w sytuacje kryzysowe. I tu żadna Skandynawia nie przekona mnie, że to przestarzały model.

Marzenna Bajeńska
ponad rok temu

Dziękuję serdecznie . Podeślę do wysłuchania mojej 19 letniej córce, która za 4 miesiące będzie żoną. Dla siebie biorę refleksję o rzeczywistości starożytnej a dzisiejszej.

Martin
ponad rok temu

Dzieci - a to prawda. Już po nagraniu uświadomiłem sobie, że to jest faktycznie sprawa, która się nie przedawni. Dzieci potrzebują mamę i tatę. I potrzebują ich na stałe.

Z drugiej strony były i są społeczności, gdzie bezpośrednimi opiekunami dzieci jest nie mama i tata, ale cała grupa, wspólnota. Rodzinna, plemienna czy jak to tam nazwać. Więc taki klasyczny model małżeństwa pomaga, ale wcale nie jest jedyną opcją.

Z trzeciej strony rzeczywistość dzisiejsza świata Zachodu wygląda tak, że dzieci z praktycznego punktu widzenia są kompletnie zbędne. Powody, dla których ludzie chcieli mieć dzieci - i im więcej tym lepiej - dziś już nie są powodami. Co pokazują statystyki - Europejczycy generalnie nie chcą mieć dzieci. No bo w zasadzie: po co?

Co znowu prowadzi do tej samej konkluzji: klasyczny model małżeństwa nie pasuje do dzisiejszych warunków.

Te dzieci Jakuba "kryzysowe" dały początek narodowi wybranemu, więc to jakiś słaby przykład na zło płynące z dzieci pozamałżeńskich. Dawid i Batszeba to nie jest żaden wzór do naśladowania, a ich dzieckiem był Salomon - całkiem dobry wzór do naśladowania.

Życie nie jest takie proste. I Biblia to akurat dobrze pokazuje.

Don Camilo
ponad rok temu

Ale skutki uboczne dzieci z lewego łoża dla ich autorów były niewesołe. Jakub miał sajgon w domu - jego żony się nie lubiły, podrzucały mu do łóżka swoje służące, były kwasy pomiędzy braćmi. Dawid zaś zapłacił cierpieniem w wyniku śmierci nowonarodzonego syna, no i przyjęciem obietnicy, że po Salomonie wszystko zacznie się sypać. Zresztą sam Salomon (jako uznawany za bękarta) miał przeboje z innymi synami Dawida.
Zresztą - co tu dużo szukać, sam Jezus był dzieckiem spoza związku Marii i Józefa - musiało ich to sporo kosztować (komentarze sąsiadów, reputacja całej rodziny w oczach religijnych Żydów).
Tak, w których zakątkach dzieci wychowywane były w większej grupie też się sprawdzały ale dziś byłoby to bardziej niewygodne niż zwykłe małżeństwo gdyż jest to jeszcze bardziej odległe od hedonistycznego indywidualizmu.

Ciekawe jest też to, że w zamożnych krajach singli występuje większy odsetek samobójstw i depresji. Korelacja czy skutek?

Ostateczny argument za małżeństwem jest taki: Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc» (1 Mojż 2:18). Adam stwierdził, że najlepszą opcją jest Ewa a nie żadne zwierzę.

MiśKendi
ponad rok temu

A czy ktoś się tym teraz w ogóle przejmuje, że odstaje od standardów? Chyba coraz mniej osób. Małżeństwo moim zdaniem to relacja nastawiona na wzajemną realizację własnych potrzeb, to jest jego główny cel. Trzeba więc poznać własne potrzeby i tej drugiej połówki i je realizować. Tyle. Mnie się to sprawdza puki co, chociaż były wzloty i upadki. Mimo, że czasy się zmieniły i mamy prąd :) to zawsze będzie potrzebny ktoś, kto rano się uśmiechnie, poda czasem śniadanie do łóżka i herbatę gdy zachorujesz i rozgrzeje nie tylko ciało ale myśli żeby mieć siłę iść dalej i to nie ważne czy to kobieta czy mężczyzna :)

Martin
ponad rok temu

W Polsce? Bardzo się przejmują.

Gdyby się nie przejmowali, to grubo ponad połowa społeczeństwa przestałaby chodzić do kościoła. To jest fenomen jakiś - polskie społeczeństwo to katolicy niewierzący w Boga.

Teza, że dzieci spoza standardowych małżeństw mają się jakoś gorzej (albo ich rodzice mają) wymaga strasznie selektywnego podejścia. Przecież jest dużo więcej przykładów problematycznych dzieci, których rodzice byli w normalnych, akceptowanych społecznie małżeństwach.

Hitler to dziecko z porządnego niemieckiego małżeństwa, jak najbardziej. I co, pomogło mu to w czymś?

Argument o tym, że kobieta jest dobrą pomocą jest bardzo dobry, tyle, że:
1. nie ma tu mowy o instytucji małżeństwa, tylko o życiu razem, więc to co najwyżej dowodzi, że lepiej nam, panowie, mieszkać z kobietą niż z kotem
2. właśnie pokazałem w odcinku, że kobieta nie jest dzisiaj żadną pomocą do tych rzeczy, do których była przez większość czasu istnienia ludzkości. W praktycznej codzienności dzisiejszego życia, prąd jest dużo lepszą pomocą niż kobieta.

Więc może pora coś zmienić? Nadążać za zmianami?

Tak, żeby ta kobieta była pomocą faktycznie, a nie tylko w teorii.

Don Camilo
ponad rok temu

Oj nie nie - tatuś Hitlera zdradzał swoją żonę z służącą - separacja po 7 latach małżeństwa; sam Adolfek zrodzon został z innej służącej, którą jago ojciec poślubił kiedy ta była już w ciąży. Adolf stracił ojca w wieku 14 lat a matkę - 4 lata później.

A poza tym większość świata to tzw. biedne "południe" z dominującym tradycyjnym modelem rodziny i to właśnie tam chrześcijaństwo kwitnie. Nie ma więc nie ma potrzeby, by orientować Biblię na garstkę bogatych yupiieszonów z "północy".

MiśKendi
ponad rok temu

No dobra tu masz rację że się przejmują, ja po prostu nie robię różnicy między takimi standardami a nie standardami, masz też rację że żona jako sprzęt domowy nie jest już potrzebna, ale jeżeli ktoś ma tylko takie podejście do małżeństwa to trochę to spłyca. W zamierzeniach miała być towarzyszką życia, osobą która dzieli sukcesy i porażki, kimś najbliższym. No a teraz jesteśmy najbliżej spełnienia tego zamierzenia bo jest coraz mniej rzeczowych powodów do małżeństwa.

Martin
ponad rok temu

Bardzo romantyczne.

Tylko że teraz, kiedy jest pora na zerwanie z płytkim podejściem, małżeństwo się okazuje mniej trwałe, trudniejsze do utrzymania i rzadziej przynoszące szczęście, niż wtedy kiedy podejście było płytkie.

Z biegiem czasu, w miarę jak rośnie doświadczenie życiowe człowiek coraz bardziej docenia płyciznę.

MiśKendi
ponad rok temu

Nie umiem powiedzieć czy kiedyś małżeństwa z płytkim podejściem dawały więcej szczęścia ale na pewno rzadziej się rozpadały ze względu na przyjęte normy i wymierne korzyści z nich płynące. Może mamy zbyt wyidealizowany obraz małżeństwa, więc nie wiemy w co się pakujemy, Potem następuje zderzenie z rzeczywistością i porażka, bo życie odbiega od wyobrażeń. Gdzieś czytałam że drugie małżeństwo częściej się udaje niż pierwsze, bo wiemy w co się pakujemy i jak je obsługiwać :) ale muszę to jeszcze sprawdzić.

Martin
ponad rok temu

No u mnie się sprawdza... :-|

Rafał4
ponad rok temu

Mąż i żona stają się jednym ciałem. Czy widziałeś, by ktoś wychodził zimą w jednym bucie, a drugą stopę miał nagą? O ciało należy zadbać. Byćmoże praca rąk straciła na znaczeniu, ale jakoś nie widzę, by ludzie zaczęli je sobie odcinać. A żona to nie tylko dodatkowa para rąk, ale też inne członki, w tym umysł i serce, które w tych czasach mają ogromną wartość

Martin
ponad rok temu

Jakbym Coelho słyszał.

Rafał4
ponad rok temu

Nie czytałem. Nie sprowadzałbym jednak stania się jednym ciałem do stosunku płciowego. Idąc tą logiką, Jezus byłby w związku kazirodczym z Ojcem, a w Kościele i niebie powinna panować jedna wielka orgia

Sławka
ponad rok temu

Co do Hitlera,to urodził się ze związku kazirodczego. Jego rodzice byli kuzynami. O zgodę na ślub prosili papieża. Martin zapomniał,że życie to przede wszystkim problemy. Żona powinna być wsparciem w każdej sytuacji. Wsadzą do ciupy -wyciągnąć, bankructwo -pomóc finansowo, kłopoty wspomóc radą -pocieszyć, ciężka choroba -zmieniać pampersy -załatwić najlepsza opiekę za wszelką cenę.W wychowaniu dzieci zawsze popierać zdanie męża. Małżeństwo to wsparcie. Wiesz, że będziesz na końcu świata a ona zawsze ci pomoże. Jeżeli seks, to bezwarunkowy,nie,za wypłatę, czy inne zadania w nagrodę. Seks -lepszy niż w burdelu, bo ludzie, którzy się kochają robią drugiemu to,co lubi a żona często czyta cosmopolitan, bo tam dużo pomysłów jest hihihi :):)

Sławka
ponad rok temu

A w ST Bóg wyraźnie mówi -nie opuszczaj żony swojej młodości.

MiśKendi
ponad rok temu

Mówisz że z wiekiem doceniamy te płyciznę, owszem tak jest. Tylko ta płycizna wynika właśnie z głębokich pobudek, trzeba kogoś kochać żeby robić takie nudne rzeczy z uśmiechem nie marudząc i narzekając, bo ważniejsze jest to dla kogo się to robi a dopiero na drugim miejscu co się robi. Jeśli ta płycizna nie wynika z miłości tylko z przyzwyczajenia to brak w niej uczucia i człowiek robi się zgorzkniały.

gerald1972
ponad rok temu

Powodem rozwodów moim zdaniem jest zwykły egoizm i egocentryzm w każdym z nas. Małżeństwo to codzienne, nieustanne kompromisy, a aby do nich dochodzić, trzeba się pozbyć odrobiny siebie. Codziennie
Ludzie nie lubią pozbywać się siebie, bo teraz mają wolność i rozwód przestał być tematem tabu.
Panuje powszechne przekonanie, że skoro rozwodzą się wszyscy to ja też mogę, A co! Moje dobre samopoczucie, rozwój, samorealizacja jest ważniejsze przecież.Moje życie jest najważniejsze!
To są skutki tak pojmowanej wolności typu:
"jestem wolny, jestem najważniejszy, moje życie jest najważniejsze i muszę robić wszystko, aby być szczęśliwy"
To zwykły egoizm,a nie niedopasowanie do "innych czasów"
Traktujemy ludzi przedmiotowo też z egoizmu. I to się nie zmienia niezależnie od czasów.

P.S. Martin, byłeś kiedyś w burdelu, albo próbowałeś płatnej miłości?
Bo mi się zdaje, a nawet jestem pewien, że tylko ten kto nie próbował, nie widzi różnicy pomiędzy zwykłym zaspokajaniem swojego popędu, a seksem z ukochaną osobą;)
Efekt niby podobny, ale i to "ale" czyni różnicę

Fajny odcinek, ale nawet z pytaniem głównym się nie zgadzam
Żona nie jest "po co"
Ale nie muszę się zgadzać;)

Mariusz
ponad rok temu

Ja na początek wypowiedzi dam to:
„Niech będzie błogosławiony twój zdrój, a raduj się z żony twojej młodości! Miłej jak łania, powabnej jak gazela! Niech jej piersi zawsze sprawiają ci rozkosz, upajaj się ustawicznie jej miłością!" PRZYP. 5,18-19

Ojej ale trudny temat, aż dziwne, że nie jest w "tylko dla chrześcijan". Z jednej strony masz racje, są osoby które mają takie możliwości aby wszystkie sprawy "utrzymaniowe" zlecać lub robić to w prostszy szybszy sposób. Jedne osoby tego chcą inne nie, ja np bardzo doceniam jedzenie domowe - tylko ktoś musi potrafić gotować :) To już nie chodzi o zdrowie lecz smak.

Masz racje, że przez pryzmat naszych możliwości i potrzeb powinniśmy budować swój model małżeństwa. W końcu ta druga strona ma nas dopełniać. Byłem na pewnym spotkaniu małżeństwa które opowiadało o małżeństwie w służbie. Głównie dzielili się swoimi doświadczeniami, ale była ważna idea którą przekazywali: że oboje byli dla siebie wsparciem. Nie przykładali istotnej wagi do swoich ról które pełnili w małżeństwie, lecz do tego, że razem służą Bogu i próbują wspierać się na wzajem.

Ja może mam 16-to wieczne potrzeby, ale nie chce ich zmieniać. Chyba, że Pan chce inaczej ;)

Martin
ponad rok temu

Otóż niestety nie byłem w burdelu.
Nad czym czasem ubolewam, z powodu tego, że nie wiem o czym mówię.
Z drugiej strony nie mam najmniejszej ochoty i nigdy nie miałem. Ale hej, doświadczenie kosztuje.

Wychodzi więc z rozmów powyżej, że to co się nie przedawnia w małżeństwie to wsparcie w kłopotach. Good. I taki trening anty-egocentryzmu.

Czyli to samo co po prostu przyjaźń.

Z tym się muszę zgodzić: małżeństwo jako rozszerzona przyjaźń pasuje do dzisiejszych czasów.

Hm, z czym by się tu nie zgodzić, żeby było ciekawiej? O, wiem: z tym się nie zgodzę, że rozstawanie się z kimś jest przeważnie wynikiem egocentryzmu pojmowanego jako "ma mi być dobrze". Bywa i tak, ale równie często a kto wie czy nie częściej, jest tak, że ta druga osoba nie tyle przeszkadza w zachciankach, co przeszkadza w rozwoju.

Dlatego przecież wiele osób "rozwodzi" się z rodzicami. Czyli wyprowadza, ogranicza kontakty itd. Czy to z egoizmu? No tak: bo przecież chcą mieć własne życie i realizować swoje cele.

Ale czy za to należy ich potępić? Przeciwnie, pochwalić!

Czy mąż/żona nie mogą być chwastami z przypowieści Jezusa? Mogą. I co szczególnie straszne - dość często są.

Hubert Sebesta
ponad rok temu

Czy badania o których wspominasz na początku dotyczą chrześcijan?
Co do odcinka, to lepiej się nie żenić, bo małżeństwo kosztuje. Mam tu na myśli koncentrację, ale bycie razem jest tak fajne, że nas ciągnie do łączenia się w pary.
Trzeba wybrać iść do celu samemu albo wolniej, ale przyjemniej i ze wsparciem. Jak się zdecydujesz, to później nie marudź, że cię ktoś spowalnia w twoich celach.
Możesz też przed wpakowaniem się w małżeństwo ustalić, czy macie ten sam główny cel, wtedy nie powinniście się spowalniać.
Może to mało romantyczne, ale dzieci = emerytura. Jeżeli ktoś wierzy w ZUS to trzeba go uszczypnąć, żeby się obudził.
Możesz też robić biznesy itp, ale łatwiej zrobić dzieci. :P
Jeszcze jeden aspekt jest, że ludzie patrzą na nas i oceniają Boga po naszym zachowaniu. Przerażające i głupie, ale tak jest. Jak się to wie, to pytanie czy warto ryzykować?
Jednak religijnym ludziom jest fajnie, wymyślą sobie zasady i mają proste życie, a my musimy się zastanawiać jak żyć.

Sławka
ponad rok temu

Hubert napisałeś -dzieci =emerytura. Chciałbyś, żeby dzieci utrzymywały cię na starość? Bo ja z całych sił nie!

Hubert Sebesta
ponad rok temu

Możesz nie chcieć, ale jak zus padnie, a ty nie będziesz mogła już pracować to co zrobisz? Możesz też inwestować, ale jak zaczną nacjonalizować to Ci się to na wiele nie przyda.

Sławka
ponad rok temu

Hubert, to mój warsztat też znacjonalizują?

Martin
ponad rok temu

Ja bym raczej uszczypnął tego, kto wierzy, że "dzieci = emerytura".

Przypominam kolejny raz, że nie żyjemy w XVIII wieku. To jest myślenie życzeniowe - liczenie na to, że dzieci kiedyś dadzą jest tak samo ryzykowne jak to, że państwo kiedyś da.

Abstrahując już od tego, że dzieci to są niezależni ludzie, a nie coś "mojego" i będą miały własną wolę jak żyć i co komu dawać, po prostu nie będą miały z czego utrzymywać siebie, nie mówiąc już o rodzicach. Dzisiaj żyjemy wszyscy na ich koszt. Za każde dzisiejsze 500 złotych co miesiąc one będą musiały oddać 1000. Obciążenia dzisiejszych gimnazjalistów będą ogromne.

Poza tym uważam, że ci co kręcą głową nad chorym podejściem pod tytułem "co za to za ludzie co robią dzieci dla 500złotych" powinni wyjąć belkę ze swojego oka. Bo sami robią dzieci nie dla 500 złotych, tylko po to żeby ich utrzymywały.

Niech Bóg broni dzieci przed takimi rodzicami. Toż to hodowla. Dzieci traktowane jak kury z wolnego wybiegu.

Kiedyś rodzice po to mieli dzieci, żeby im zostawić majątek. Dzisiejsi chcą mieć dzieci po to, żeby im go zabrać.

Sławka
ponad rok temu

Mi jak zwykle "świeci "i nie pamiętam, gdzie to jest, ale jest napisane,że dzieci powinny szanować rodziców, a rodzice powinni pomagać dzieciom,a nie odwrotnie. Chyba NT.Ale tak właściwie nie ma powiedziane witam odcinku, jaka powinna być ta żona? Jest tylko narzekanie. No, kochane chłopaki, jakie cechy, jaka jest żona waszych marzeń?

Sławka
ponad rok temu

Ma być -w tym.

Martin
ponad rok temu

Taka: www.youtube.com
Ale już nie musi mieć biustu.
Zmniejszyłem wymagania.

Hubert Sebesta
ponad rok temu

Jak nie będą chciały, to nie będą wspierać. Jednak wolę pokładać nadzieję w dzieciach i inwestować w nie niż liczyć na opiekę państwa.
Widzę to tak: Pracujesz, oszczędzasz, budujesz i przekazujesz dzieciom. Dzieci się opiekują tobą jak zabraknie Ci sił. To jest zdrowy układ. tak było zawsze, to co państwo opiekuńcze proponuję to patologia i prowadzi do zadłużenia i braku przyrostu naturalnego.

Ale co ja tam wiem, ja dzieci nie posiadam i posiadać w najbliższym czasie nie planuje.

Martin
ponad rok temu

Jak nie będą chciały, to nie będą wspierać?
No, to tak samo jak ZUS.
To jeszcze raz - gdzie jest ta różnica?
Że albo tata zabierze dziecku, albo państwo zabierze dziecku i da tacie?

W praktyce to i tak będzie tak, że państwo zabierze dziecku i da tacie. Bez pytania. I teraz jeszcze dodatkowo tata zabierze dziecku. Z miłości. Fajny tata, nie?

Ale nie było tak zawsze. Bardzo różnie bywało. Było na przykład tak na wsiach, że ludzie żyli w wielkich rodzinach i dużych domach. Albo przynajmniej niedaleko siebie. I wtedy każdy opiekował się każdym, silny słabym, bogatszy biedniejszym.

Ale biedny nawet wtedy nie mógł liczyć na dzieci. Jak je miał, to zaraz szły w świat i do roboty a nie siedziały na kupie z mamą. Musiały, żeby nie przymierać głodem.

Nie wiem skąd to idealistyczne chrześcijańskie wyobrażenie, że przez większość historii świata ludzie masowo przerywali życie w połowie, żeby siedzieć w domu i opiekować się rodzicami. Nie, to żadne "normalne".

Normalne to było to, że mało kto w ogóle dożywał takiego wieku, żeby się nim opiekować. Jak był silny, pracował. Jak był słaby, umierał. A bogaty nigdy nie potrzebował dzieci do utrzymania.

Książki czytać, nie samą Biblię!

Lukszmar
ponad rok temu

Z czym się zgadzam:
-Małżeństwo nie jest dla wszystkich.
-Prawie wszystko dzisiaj może człowiek sam zrobić mając w ręku pieniądze.
-Duży poziom bliskości i relacji można mieć z przyjaciółmi.
-Jeden model małżeństwa na pewno się nie sprawdza dzisiaj, dla większości społeczeństwa.

Problemy to z kolei:
-Ludzie chcą się coraz bardziej tylko ruchać, myślą głównie o swojej przyjemności i olewają często wszelkie relacje lub spłycają je. To moim zdaniem najczęściej nie jest dobre, a małżeństwo często z tym jednak walczy pokazując skomplikowaność stosunków międzyludzkich i ukazując czym jest prawdziwa miłość i związek oraz jaki wielkie może mieć ona zalety.
-Dzisiaj brakuje ludzi co cię wysłuchają i zawsze będą chcieli pomóc, nawet wśród przyjaciół. Z kolei z partnerem życiowym możesz być tak szczery moim zdaniem jak z nikim innym i możesz najbardziej na niego liczyć.
-Dzieci jednak sam nie spłodzisz.
-Dobry seks z kimś kogo się naprawdę kocha jest czymś jednak innym niż seks z własną ręką czy przypadkową prostytutką.
-Pozostawanie wiernym jednemu partnerowi i spełnianie pewnych "norm" wobec drugiej osoby może jednak ćwiczyć silną wolę i systematyczność, a to jest często potrzebne dzisiaj.

Sławka
ponad rok temu

Wy jesteście młokosy, ja mam dorosłe dzieci. Każda sytuacja jest inna. Będę pracować dokąd będę wydawać ostatnie tchnienie. Mój syn-to nie żart -ma zaszczytne zadanie mnie unicestwić, jak nie będę mogła sobie tyłka podetrzeć i powiedzieć czego chcę. Wiem, jak to jest, bo przecież w tym pracuję. Moje dzieci za chiny nie chcą się ode mnie wynieść,chociaż mieszkamy w kawalerce. Płacą rachunki, robią zakupy za swoje i z utęsknieniem czekają na "mamunie ".Chce wybudować mały domek, kasa już prawie jest, bo ileż można mieszkać w kuchni.? No i komu ja to zostawię? Może po śmierci przyniosą kwiatka :):).

Martin
ponad rok temu

Lukszmar dobrze mówi!

A Sławka zresztą też.

Sławka
ponad rok temu

Dostałam pochwałę "z resztą :).A,co do rozwodów, to uważam, że szwankuje wstępna weryfikacja kandydata -tki. Dlaczego o wiele mniejszy odsetek rozwodów jest w malzenstwach z internetu? Bo po wpisach, bez udziału czynnika wizualnego, czyli cycków, dupy, wzrostu, czy włosów koloru brunet, jesteśmy w stanie odróżnić prostaka,który pisze poszłem od w miarę kulturalnego człowieka. Poza tym za wcześnie rozpoczynamy życie seksualne. Nie chce wyjść na mocherowego bereta, ale seks całkowicie zamazuje rzeczywiste wady partnera. Jest swoistym uzależnieniem, jak od papierosów, czy alkoholu. Nawet, jeżeli zdajemy sobie sprawę, że dana osoba nas ogranicza, bądź krzywdzi już trudno jest odejść od niej.Najpierw poznać, pasuje -bzykać, nie odwrotnie.

Rafał4
ponad rok temu

Zastanawiam się, czy to co prezentujecie można jeszcze nazwać chrześcijaństwem. Odrzucacie Arkę Przymierza, trudno, ale dlaczego zapominacie, że Bóg jest miłością? Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz, by kochać właśnie. Kochać swoje ciało, kochać żonę, kochać dzieci, kochać pozostałych ludzi i najważniejsze, kochać Boga. Kto pomoże w miłowaniu lepiej od żony? Miłość jest ważniejsza od wiary i nadziei. Bez miłości jesteśmy niczym.

Miłość do ciałą też jest ważna. Nawet jeśli nie do końca podoba nam się nasze ciało, to jaki jest dramat, gdy traci się któregoś członka. Spójrzcie pod tym kątem na fragmenty mówiące o staniu się jednym ciałem z kobietą, czy członkiem Ciała Chrystusowego w Kościele.

Martin
ponad rok temu

Ciekawe.
Jak potępił to konkretnie i zrozumiale. Ale jak miał wyjaśnić za co, to takimi mętnymi ogólnikami, że nie wiadomo o co mu w ogóle chodzi.

Wniosek: serce człowieka kocha się w potępianiu.
Przynajmniej jednego.

Swoją drogą, chciałbym raz się dowiedzieć kto to są ci "wy", co się co jakiś czas w komentarzach pojawiają. "Wy" czyli kto? Na pewno nie ja. Ja tylko odpowiadam za siebie. I nikogo nie upoważniłem, żeby odpowiadał za mnie.

Hm, odcinek nagrała jedna osoba, każdy komentarz ma jednego autora, a mimo to gdzieś są jacyś "wy". Fascynujące. O kogo może chodzić? Czyżby któryś komentarz napisał byt zbiorowy? Może spółka akcyjna? Albo instytucja jakaś? Ktoś coś wie?

Rafał4
ponad rok temu

Nie wiem czy zauważyłeś, ale osoby takie jak Hubert mają duży wkład w rozwój tej strony.

Rafał4
ponad rok temu

Czy na prawdę trzeba Ci tłumaczyć wszystko jak dziecku? Nie widzisz, że zamiast wyjść od tego, że miłość do żony jest najdoskonalszą formą miłości, jaką możemy zaznać tu na ziemi z drugim człowiekiem, to upatrujesz na tym zysku. Upatrujesz zysku w posiadaniu żony, w posiadaniu dzieci, w relacji z Bogiem (ostatni wpis na fb). Nie potępiam, tylko przestrzegam, że wpierw miłości należy szukać, a nie dóbr.

Rafał4
ponad rok temu

Po co mężczyźnie żona? Żeby nauczył się kochać.

gerald1972
ponad rok temu

Fajnie jest być jak dziecko.
Człowiek często zadaje pytanie "a czemu?", wszystko smakuje jak nowość, wszystko ciekawi......
Jezus bardzo pochwalał taką postawę;) Być jak dziecko, ale nie być dzieckiem
Martin, gratuluję;)

Moim zdaniem mężczyźnie, żeby nauczył się kochać potrzebne są dzieci ponieważ to dzieci kocha się bezgranicznie, choć też nie zawsze i niekoniecznie
A żonę też niekoniecznie. Żonę można nawet znienawidzić, Jak pokazuje życie
Żona zazwyczaj to przeciwieństwo męża.
Żona to wypełnienie brakującej szufladki w mózgu męża i bat na gupie fanaberie męża
I wice wersja;)
Nie wszyscy potrzebują bata
Ja potrzebuję:D

Sławka
ponad rok temu

Gerald, być brakującą szufladką męża? Nie! Ja powinnam go wspierać psychicznie, dodawać mu sił, witalności, wigoru, żeby mógł się rozwijać i realizować swoje plany, marzenia! To nie jest moja własność, tylko wolny człowiek. Ja,zawsze słyszałam od rodziny -ty mężowi na za dużo pozwalasz. A co ja -policja jestem?
Martin, piszesz, że zmniejszyłes wymagania. Kto mało wymaga -mało dostaje!

Hubert Sebesta
ponad rok temu

Za leniwy jestem na takie spory Martin, a ty prowokujesz do obrony swoich przekonań i dobrze, ale to kosztuje czas.
Mówię za siebie. Ja będę z własnej woli pomagał mojemu tacie jeżeli on będzie mojej pomocy potrzebował i tak samo planuje wychować moje dzieci. Pomoc rodzicom to coś normalnego.
Jest różnica między przymusowym zrzucaniem się na kogoś - państwo i dobrowolnym pomaganiem rodzinie. A Jezus nawet mówił, żeby pomagać jeszcze obcym, bo nie ma sensu gromadzić tu skarbów.
Ja o wolności i działaniu z przekonania, ty o prawie i zasadach. Nie dogadamy się.

Martin
ponad rok temu

Tak, "dzieci = emerytura" to ewidentnie oznacza mówienie o wolności i działaniu z przekonania. Z kolei twierdzenie, że dzieci to wolni ludzie i zmienianie ich w inwestycję jest patologią, oznacza trzymanie się prawa i zasad.

No pewnie, że się nie dogadamy. Tak długo póki nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Rozmowa nie była o pomaganiu ludziom, tylko o powodach i celach robienia dzieci. Jak się pisze publicznie "dzieci = emerytura" to się trzeba liczyć z tym jak to będzie odczytywane.

Powtórzę, że uważam to za okropne podejście kiedy dopuszcza się w ogóle taką możliwość, że dzieci będą mnie kiedyś utrzymywać. To tak jakby kupować sobie kota z myślą, że kiedyś ewentualnie będą go mógł zjeść.

Więc napiszę "kot = jedzenie" a potem będę się dziwić, że ktoś nie rozumie. Przecież dobrze wychowany kot daje wsparcie swojemu kochanemu właścicielowi dobrowolnie, a nie z powodu zasad.

Więcej jak kto ciekawy: blog.nieprofesjonalny.com

Rafał4, jeszcze jedna obraźliwa, deprecjonująca uwaga i cię stąd wyrzucę. Każdą wypowiedź zaczynasz od demonstracyjnego braku szacunku do mnie a chrześcijaństwa chcesz mnie uczyć?

Rafał4
ponad rok temu

O właśnie, brać przykład z dzieci, im nie trzeba tłumaczyć, że rodzice są od kochania...

gerald1972
ponad rok temu

Tak Sławka, bardzo się z Tobą zgadzam..... tyle, że ja nie o tym
Nic to, nieważne
Jestem jeszcze bardziej leniwy niż Hubert.....zdaje się;)

Martin
ponad rok temu

Ja też.

Sławka
ponad rok temu

Hihi.Same lenie :)

Martin
ponad rok temu

Czy jest na sali ktoś pracowity? Chciałbym przekazać Odwyk w jego zacne ręce...

Zbyšek Kielbása (Česka Mafiá)
ponad rok temu

A da się go sprzedać?

Martin
ponad rok temu

Jak ktoś chce go sprzedać, to znaczy, że nie to nie są zacne ręce. Ani że to ktoś pracowity.

Sławka
ponad rok temu

Powiem szczerze, zawsze przecież szczera jestem. Tak sobie myślę, że gdybym była żoną Martina, to po tym odcinku chyba bym od niego odeszła :)

Zbyšek Kielbása (Česka Mafiá)
ponad rok temu

Česka Mafiá nie pracuje. Česka Mafiá bierze i opycha.
Pracuje w rękawiczkach więc jej zacnych rąk nie ujżysz.

Lukszmar
ponad rok temu

Ja jestem pracowity, a przynajmniej bywam często! Niestety odwyku nie przejmę, bo nie jestem programistą, ani nie znam się na podcastingu, a w ogóle to ni mam czasu na prowadzenie całego serwisu :P.

Martin
ponad rok temu

E, co mi z takiej żony co po jednym odcinku odchodzi...
Większość moich żon odchodziła po stu dopiero!

Sławka
ponad rok temu

Kwestia poczucia własnej wartości.

gerald1972
ponad rok temu

Dobrze jest mieć poczucie własnej wartości
Dobrze też, że moja żona kocha mnie bardziej niż poczucie własnej wartości i czasami je poświęca dla mnie;)
Łoj dobrze...
Mam nadzieję, że ja też tak robię
Czasami
No i dobrze, że nie robię odcinków.... chociaż, jakoś udaje jej się znosić moje odmienne, kosmiczne poglądy, całkiem dobrze sobie z tym radzi;)

Sławka
ponad rok temu

Kochać to nie znaczy, żeby pozwalać siebie krzywdzić, lekceważyć, czy dokuczać. Jeżeli Twoja żona kochałaby cię, pomimo tego,że ja krzywdzisz to nie jest to miłość tylko uzależnienie.

gerald1972
ponad rok temu

Tak?
Powiedz to Jezusowi;)
Bo zdaje się, że kazał kochać też tych co krzywdzą, poniżają i lekceważą, gdy mówił o miłości do nieprzyjaciół
Bez wyjątków kazał kochać
Ludzie kochając się robią sobie czasami krzywdę, nawet zupełnie niechcący, a czasami chcący ponieważ tylko ludźmi jesteśmy, a nie ideałami z romansów.
Miłość to jest unieść się ponad to.
Uzależnienie to co innego
Małżeństwo to kwestia odpowiedzialności za swoje czyny.
Jak się coś komuś obiecuje to trzeba dotrzymać słowa, choćby się waliło i paliło

"Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.""
Miłego dzionka;

Sławka
ponad rok temu

A gdzie Jezus powiedział, możesz krzywdzić męża -żonę swoją w imię miłości bliźniego?!

gerald1972
ponad rok temu

A kto powiedział, że możesz?
Bo ja raczej nie.
Dobrze byłoby choć starać się czytać wypowiedzi adwersarza z odrobiną zrozumienia, wtedy na pewno łatwiej będzie się porozumieć;)

Sławka
ponad rok temu

A jakiego miałam użyć słowa -powinieneś? Proszę się nie tłumaczyć brakiem zrozumienia przeze mnie tekstu.

gerald1972
ponad rok temu

Heh, a wygląda to tak jakbym tłumaczył się? Jedynie proponuję, aby przeczytać jeszcze raz bez negatywnego nastawienia, które zdaje się być namacalne i na pewno zrozumienie przyjdzie. I może nie trzeba będzie szukać wrogich sił. Mam nadzieję. Ja nie muszę podzielać Twoich poglądów, a nawet powiem z wielką odwagą, że mogę mieć diametralnie odmienne:P
I mam.

Rafał4
ponad rok temu

Takie małe zobrazowanie do czego piję:
Martin - 45 minut gadania o żonie, zero o miłości, zamiast tego doszukiwanie się zysku. Dyskusja o dzieciach - to samo
Dla kontrastu - w każdym wpisie coś o miłości www.facebook.com
Just sayin'

*Nie twierdzę, że doszukiwanie się zysku jest złe, tylko trochę czegoś innego oczekuję od naśladowcy Chrystusa, który jest obrazem bożego Miłosiedzia
**Bana się nie boję, nie po tym jak zbanowałeś Eli, a gościowi, który nazwał mnie kilkukrotnie skurwesynem uszło wszystko płazem

Martin
ponad rok temu

Pozwól, że uwolnię cię od nieprzyjemnego obowiązku bywania na stronach, które ci się zupełnie nie podobają. Nie będziesz już musiał słuchać kogoś, do kogo nie masz najmniejszego szacunku.

Idź demonstrować miłość komuś dojrzałemu. Nas, prostych ludzi, twoje światło za bardzo razi.

Zbyšek Kielbása (Česka Mafiá)
ponad rok temu

Martin, tylko mnie nie daj bana, ale muszę się przyczepić.
Rafał4 napisał
"Zastanawiam się, czy to co prezentujecie można jeszcze nazwać chrześcijaństwem. "
Ty napisałeś:
"Hm, odcinek nagrała jedna osoba, każdy komentarz ma jednego autora, a mimo to gdzieś są jacyś "wy". Fascynujące. O kogo może chodzić? Czyżby któryś komentarz napisał byt zbiorowy? Może spółka akcyjna? Albo instytucja jakaś? Ktoś coś wie?"
A teraz piszesz:
"Idź demonstrować miłość komuś dojrzałemu. NAS, prostych ludzi, twoje światło za bardzo razi."

Kim są wy?

Martin
ponad rok temu

To proste: to jesteśmy my, do których się zwracał Rafał4 mówiąc "wy".
A że nikt poza nim nie wie, do kogo się zwracał, więc się już nie dowiemy. Pozostanie to tajemnicą wiary.

I miłości.

Bo komentarz bez słowa "miłość" jest nieważny. Tak samo jak dyskusja o wolnym rynku bez słowa "Hitler".

Przy okazji Rafał4 przydał się na coś, bo mogłem teraz dokończyć panel administracyjny i przetestować funkcję banowania. Dzięki niemu działa bez zarzutu. Dziękujemy ci, Rafał4 (my - czyli "tylko ty wiesz kto").

Zbyšek Kielbása (Česka Mafiá)
ponad rok temu

A'propos uważam, że Hitler nie był prawdziwym chrześcijaninem bo nie darzył wolnego rynku miłością.
ha! Libertarianizm, Chrześcijaństwo Miłośc i Hitler! W jednym zdaniu!

Martin
ponad rok temu

Jakbym Korwina słyszał.

Aleksandra
ponad rok temu

Małżeństwo to w dużej mierze "tradycja". Ja zostałam wychowana tak, że małżeństwo, to rzecz oczywista, jeżeli dwie osoby połączyła miłość.
Korzyści wynikające z miłości to zupełnie osobny temat. I tu polemiki raczej nie ma.
Małżeństwo to korzyści w sensie społecznym - akceptacja społeczeństwa- "to moja żona więc precz ladacznice/ ladacznicy",
korzyści w sensie socjalnym "jak umrę to wszystko co było nasze będzie jego, cholera, nie mamy dzieci... - nie wszystko..."
Małżeństwo to dla mnie "coś" naturalnego, ale dlatego, że tak zostałam wychowana i taki model kształtuje społeczeństwo.

Ale... małżeństwo to też dla mnie coś "poważniejszego". Znaczy, jak mnie wkurzy ten mój Luby, to nie odwracam się na pięcie, tylko siadamy i rozmawiamy, jak to uratować. Na pewno można to robić bez małżeństwa, wiem. Ale ja bardziej chcę w małżeństwie. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia. To na pewna ma wydźwięk psychologiczny, którego na tą chwilę ni widzę.

Podobne odcinki: